Kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęscie w miłości
Nie wierzę w żadną boską siłę, która kieruje naszym przeznaczeniem. Nie wierzę w fatum, ani w to, że los człowieka zapisany jest w gwiazdach. Gdyby tak było, to jedynym zadaniem na życie każdego z nas byłoby grzeczne podążanie wyznaczonym przez kogoś szlakiem. Przez kogoś, kogo się na oczy nie widziało i nie ma się pewności, że ta osoba, moc, czy inna siła sprawcza wogóle istnieje lub istniała. Według mnie to zupełnie bez sensu, że w 21 wieku miliony ludzi na świecie uzależnia swój los od dobrej woli jakiegoś bożka, chociaż nikt z nich nie ma pewności, a jedynie opierają się na wierze w słowa innych. Dla mnie dziwne, ale może tak bezpieczniej myśleć. Well, chyba wybiore tą trudniejszą i mniej pewną drogę . Atomy to jedyne w co wierze i wierzyć będę. Mogę jutro spotkac tysiące mormonów, czy innych scjentologów i nikomu z nich nie uda się wciągnąc mnie na żadną listę wiernych.
Czasami jednak patrząc na swoje życie i życie innych znanych mi osób, zastanawiam się nad tym, co sprawia, że spotykamy na swojej drodze konkretne osoby, które potem wpływają na nasze życie, na nas samych. Czy mamy w sobie jakąś siłę przyciągania ? Czy przyciągamy określone typy ludzkie? Co skłania te osoby do podjęcia różnych wyborów związanych z nami? Czemu akurat to one pojawiają się blisko , a nie ktos inny? Pewnie muszę pożyć jeszcze z 50 lat,żeby zbliżyć się chociaż o milimetr do rozwiązania tej zagadki. Narazie wiem tylko tyle, że pozostało mi jeszcze troche cierpliwości. Mam świadomość swojej młodości, swojego charakteru, czasu, który mam przed sobą. Niestety, im więcej przeżyć, tym nasza skóra staje się twardsza. O tym wie każdy, nic nowego. Jesli chodzi o wiare, to moja dotyczy tylko tego, że będę szczęsliwa. Tym szczesciem nie bede cieszyc sie jedynie w samotnosci i z przyjaciolmi, jak to mam w zwyczaju czynic od jakiego czasu. Wierze, ze w koncu podziele się nim z kims, kto to wszystko udzwignie . I juz nie trzeba bedzie nic mowic, niczego tlumaczyc, o nic prosic, bo On bedzie wiedzial. Bedzie wiedzial, kiedy milczec i kiedy mowic, kiedy sluchac, a kiedy jedynie na mnie patrzec. Bedzie wiedzial, ze teraz jest TA chwila, ze teraz mozemy na moment zatrzymac swiat,zeby cieszyc sie soba nawzajem. Bedzie mial swiadomosc tego wszystkiego, co wazne, a co mniej wazne. I juz nie trzeba bedzie czuc tego siermieznego wysilku , ze buduje sie zwiazek. Zbudujemy go poprostu będąc .
Ale to chyba nie jest takie proste i jasne dla wszystkich. Ile wiec trzeba szczescia,zeby spotkac wlasnie JEGO? Przeciez to wszystko kwestia przypadku. No i moze to wlasnie jest pozytyw, bo wszystko moze sie zdarzyc...? Serce podpowiada, ze przeciez moge Go spotkac nawet jutro. Rozsadek,ze prawdopodobienstwo takiego przypadkowego spotkania rowna sie 1 %. Ale przeciez nie wierze, ze ktos kieruje moim losem, wiec..........?
2009-07-05 00:06:52 skomentuj (0)
calkiem nieglupie :)
Everybody's Free to Wear Sunscreen
Baz Luhrmann
Ladies and Gentlemen of the class of ’99
If I could offer you only one tip for the future, sunscreen would be
it. The long term benefits of sunscreen have been proved by
scientists whereas the rest of my advice has no basis more reliable
than my own meandering
experience…I will dispense this advice now.
Enjoy the power and beauty of your youth; oh nevermind; you will not
understand the power and beauty of your youth until they have faded.
But trust me, in 20 years you’ll look back at photos of yourself and
recall in a way you can’t grasp now how much possibility lay before
you and how fabulous you really looked….You’re not as fat as you
imagine.
Don’t worry about the future; or worry, but know that worrying is as
effective as trying to solve an algebra equation by chewing
bubblegum. The real troubles in your life are apt to be things that
never crossed your worried mind; the kind that blindside you at 4pm
on some idle Tuesday.
Do one thing everyday that scares you
Sing
Don’t be reckless with other people’s hearts, don’t put up with
people who are reckless with yours.
Floss
Don’t waste your time on jealousy; sometimes you’re ahead, sometimes
you’re behind…the race is long, and in the end, it’s only with
yourself.
Remember the compliments you receive, forget the insults; if you
succeed in doing this, tell me how.
Keep your old love letters, throw away your old bank statements.
Stretch
Don’t feel guilty if you don’t know what you want to do with your
life…the most interesting people I know didn’t know at 22 what they
wanted to do with their lives, some of the most interesting 40 year
olds I know still don’t.
Get plenty of calcium.
Be kind to your knees, you’ll miss them when they’re gone.
Maybe you’ll marry, maybe you won’t, maybe you’ll have children,maybe
you won’t, maybe you’ll divorce at 40, maybe you’ll dance the funky
chicken on your 75th wedding anniversary…what ever you do, don’t
congratulate yourself too much or berate yourself either – your
choices are half chance, so are everybody else’s. Enjoy your body,
use it every way you can…don’t be afraid of it, or what other people
think of it, it’s the greatest instrument you’ll ever
own..
Dance…even if you have nowhere to do it but in your own living room.
Read the directions, even if you don’t follow them.
Do NOT read beauty magazines, they will only make you feel ugly.
Get to know your parents, you never know when they’ll be gone for
good.
Be nice to your siblings; they are the best link to your past and the
people most likely to stick with you in the future.
Understand that friends come and go,but for the precious few you
should hold on. Work hard to bridge the gaps in geography and
lifestyle because the older you get, the more you need the people you
knew when you were young.
Live in New York City once, but leave before it makes you hard; live
in Northern California once, but leave before it makes you soft.
Travel.
Accept certain inalienable truths, prices will rise, politicians will
philander, you too will get old, and when you do you’ll fantasize
that when you were young prices were reasonable, politicians were
noble and children respected their elders.
Respect your elders.
Don’t expect anyone else to support you. Maybe you have a trust fund,
maybe you have a wealthy spouse; but you never know when either one
might run out.
Don’t mess too much with your hair, or by the time you're 40, it will
look 85.
Be careful whose advice you buy, but, be patient with those who
supply it. Advice is a form of nostalgia, dispensing it is a way of
fishing the past from the disposal, wiping it off, painting over the
ugly parts and recycling it for more than
it’s worth.
But trust me on the sunscreen…
http://www.youtube.com/watch?v=xfq_A8nXMsQ
2007-12-18 20:10:06 skomentuj (1)
Three is a crowd.
O tym ,ze ona kocha go mocniej, niż on ja, wszyscy wiedzieli od dawna. Każdy zna takie związki, w których jedna osoba jest tzw. ”człowiekiem widmem”, którego właściwie nie miałeś okazji poznać , przyjrzeć mu się dokładniej, bo nie bardzo zależało mu (przez trzy lata trwania związku) na poświęceniu przyjaciołom ukochanej godziny swego jakże cennego czasu. Otrzymujesz o nim zwykle strzępki informacji od tej drugiej osoby, zawsze obecnej, zawsze samej.
Wokół ich związku roztacza się jakaś tajemnicza atmosfera, nic nigdy nie jest do końca pewne . Gdy spotkasz ich przypadkiem na ulicy, wyczuwasz ogólne zmieszanie , brak otwartości i pomimo tego, ze Ona jest twoja przyjaciółka , wymieniasz kilka ogólnikowych zdań i uciekasz jak najszybciej w przeciwna stronę czując się tak, jak byś przyłapał ich na czymś złym.
„Coś tam jest nie tak, zawsze było nie tak” mówia wszyscy. W głowie obraz Z. z imprez, które spędzała w lazience rozmawiając przez telefon. Potem wychodzila cala zaplakana, nie chciala nigdy powiedziec , co się stalo. Nikt nie naciskal. Zawsze była introwertyczka, z której niełatwo było cokolwiek wydobyc. Od czasu do czasu przyznawala się przed nami, ze S. nigdy nigdzie jej nie zabral na wakacje, ze na każdy weekend jezdzi do rodzinnego miasta, ze bywa bardzo zazdrosny, ze ciągle cos obiecuje, ale do realizacji tych obietnic nigdy mu się nie spieszy.
Los bywa zaskakujący. Tym razem chciał, żeby K. usiadła na wykładzie obok dziewczyny w czerwonym swetrze. K. nie zna jej imienia, ale kojarzy ją ze studiów. Od rozmowy o beznadziejnym wykładowcy przeszły do bardziej prywatnych tematow i okazalo się, że dziewczyna w czerwonym swetrze jest z tego samego miasta, co S. Wiecej, sa dobrymi znajomymi z liceum. Tylko, ze jest mały szkopuł. Dziewczyna w czerwonym swetrze jest najlepsza przyjaciolka dziewczyny S, a nie jest nią wcale Z. Ale jak to?
No tak to. S. ma zupełnie inna dziewczynę i jest z nią już ósmy rok. I to ja zabiera do Chorwacji na wakacje i na sylwestra, to ona przychodzi z jego rodzicami na dworzec, gdy wracają z wyjazdów studenckich. Z. jest przekonana, ze to jego kolezanka z rodzinnego miasta, a dziewczyna S. jest pewna, ze Z. to kumpela ze studiow, z która raz na jakis czas idzie się do kina.
K. w szoku dzwoni do mnie i opowiada wszystko ze szczegółami. Ja na chwile zapominam z wrazenia o oddychaniu ,ale szybko przypominam sobie, gdy nagle robie się zbyt czerwona.
Machina idzie w ruch. Niedługo trzeba czekać na informacje zwrotna. S. dzwoni do K. , rozmawiają drugi raz w zyciu. S. chce zyskac na czasie , zatrzymac to, czego, już nie da się zatrzymac. Opowiada jakas dziwna historie, która powinna go wybielic, ale wrecz przeciwnie, pograza go jeszcze bardziej mówiąc „ Wiesz..Z. jest dla mnie PRAWIE najwazniejsza”.
K. dzwoni do Z, jako ten posłaniec z niedobra wiadomością. Z . nie może uwierzyć, placze, mowi, ze musi zadzwonic do S. Przez następne godziny nie ma z nia kontaktu. K przypuszcza, ze S. w tym czasie działa. I ma racje.
Z. wieczorem jest już inna Z . Zrownowazona , spokojna ogłasza K, ze już jest lepiej, ze sobie wyjaśnili i prosi K.,żeby nie rozmawiala już z dziewczyna w czerwonym swetrze.
„Jak to kurwa lepiej?” krzyczy mi w słuchawkę K. „Nie ma być lepiej! Niech ona cos z tym zrobi! Niech placze i krzyczy, ale niech to skonczy raz na zawsze , do jasnej cholery. Jak można być taka idiotka?”
Szczerze powiedziawszy nie mam pojecia. Czy milosc może az tak zaślepić, ze jesteśmy w stanie zrezygnowac z wlasnego honoru, pozwalac się ranic latami, decydując się na życie przepełnione niepewnością i strachem zadajac sobie w duchu pytanie „co tez on może dzis wymyślić”?
Z. nie chce poznac prawdy. Nie zadawala K zadnych dodatkowych pytan w związku z WŁASNĄ sprawą, nie poprosila o natychmiastowe spotkanie.Nalozyla wiec cenzure na niewygodny temat. Przyjęła bez walki to, co S jej powiedział. Nie chciala wiedziec. Nie potrzebowala obiektywizacji wlasnej sprawy. Interpretacja S w zupełności jej wystarczyła, na chwilke przytłumiła jej rozterki.
Przeciez to nie był epizod. S . nie przespał się jednorazowo z kolezanka na imprezie , nie tłumaczył się ,ze to nic nie znaczylo, ze to był tylko sex i teraz już będzie ok. Czy wybaczysz jednorazowy wyskok swojego ukochanego, to już Twoja sprawa. Ale w takiej sytuacji można to jakos zrozumiec, bo stalo się to ten „jedyny” raz.
S. prowadzil za to długodystansowy związek . I to Z. była ta drugą, ta dodatkową atrakcją, była „prawie” najwazniejsza. Przez trzy lata oszukiwał jednoczesnie dwie dziewczyny . Podziwiam jego elastycznosc , jeśli chodzi o gospodarowanie czasem. Podziwiam jego brak skrupułów. Jak zlym musi być człowiekiem, ze po takiej wpadce dalej kreci i oszukuje. Ze po prostu nie wezmie gratow i nie odejdzie, tylko nadal liczy na naiwność Z.
Dobrze trafil, Z. okazala się mistrzynia naiwności. Az szkoda o tym słuchać, bo człowieka ogarnia bezsilność.
Gdyby chciala poznac prawde, to nie ma nic prostszego, niż spotkanie się z ta druga twarza w twarz, albo najlepiej zaproponowac spotkanie we trojke. Jeśli wszystko jest w porządku, to przeciez nie ma nic zlego w pojsciu na piwo z „kolezanka z rodzinnego miasta”, prawda?
Ale ona tego nie zrobi. Woli tkwic w niewiedzy trzymając go przy sobie za wszelka cene.
Czy kochając kogos musimy od razu oddawac mu cala swoja dusze? Czy nie warto pielęgnować w sobie takiej malej furteczki, ukrytej gdzies daleko, z tylu glowy. Oczywiście, ze wierzmy, ufajmy, kochajmy do utraty tchu, to wszystko jest niezwykle potrzebne i pozytywne. Nie zatracajmy jednak w tym wszystkim wlasnej godności. Pamiętajmy o furteczce. Bo osoba, która kochasz nie jest Twoja matka, która uwielbia Cię w sposób całkowicie altruistyczny . To człowiek, którego spotkałeś gdzieś w połowie drogi i nawet jeśli jestes całkowicie przekonany o tym ,ze uczucie, które was laczy jest całkowicie szczere i prawdziwe, to nie wolno zakładać, ze takie historie „mnie” akurat nie dotycza. Zycie bywa zaskakujące, wszystko może się jeszcze zdarzyc.
I wtedy trzeba być gotowym na konfrontacje. Trzeba we względnym spokoju wysłuchać wszystkich stron, otworzyc się na przyjaciol, którzy przeciez nie chca zrobic Ci krzywdy, tylko wrecz przeciwnie, chca Cie uratowac.
Nie podpisujmy cyrografu na wlasna dusze. Nie warto. Jeśli Z zostanie z S, to ten związek i tak się niedługo rozpadnie. To tylko przedłużanie czegos, co tak naprawde jedynie unieszczesliwia.
Pamiętajmy, ze to prawda jest najwyzsza wartością i to na niej można budowac swoje życie, bez niej wszystko przestaje mieć jakikolwiek sens. Na poznanie prawdy zawsze należy mieć zgromadzona odwagę.
2007-11-16 13:05:37 skomentuj (3)
a s e r t y w n o s c
"jeden z wielu problemow , z ktorymi przychodzi nam sie borykac w zyciu , jest koniecznosc poprzestawania na tym, co otrzymujemy , jesli sami nie potrafimy zadac tego na czym nam rzeczywiscie zalezy.(...)
Asertywnosc oznacza zachowywanie sie w sposob, ktory pozwala dzialac we wlasnym , najlepiej pojetym interesie , pozwala bronic wlasnych opinii bez przesadnej nerwowosci ,akceptowac wlasne uczucia uczciwie i bez skrepowania, nawet jesli roznia sie one od uczuc i sadow innych ludzi.Przede wszystkim zas uczy respektowania wlasnych praw , nie odmawiajac tych samych praw innym (...) "
Patricia Mansfield "Jak Byc Asertywnym"
Najgorzej jak sie owej cechy nie posiada. A jeszcze gorzej, kiedy zachodzi sie calymi dniami w glowe, dlaczego wlasciwie sie jej do tej pory nie posiadlo.
Zadziwiajacy jest fakt, ze brak asertywnosci nie jest tylko problemem ludzi, ktorym od dziecinstwa nieudolni rodzice tlumacza ,ze do niczego sie nie nadaja i niczego w zyciu nie osiagna, bo nie sa tacy, jakich by ich sobie wyobrazano.
Brak asertywnosci moze dotyczyc kazdego z nas . Moze byc problemem, z ktorego istnienia nie zdawalismy sobie sprawy do tej pory .
Jakze meczace jest wmawianie sobie ,ze nasze potrzeby sa mniej wazne od potrzeb innych. Najgorsze jest to,ze nawet nie wiemy, dlaczego tak sie dzieje. Dlaczego spycha sie swoje pragnienia do szufladki z napisem NIEWAZNE , zamyka sie je gleboko, majac nadzieje ,ze na zawsze tam juz pozostana? Czlowiek to nie mebel, nie zamknie swojego serca w szufladzie. Dopoki bedzie bilo, nie przestanie dopominac sie o swoje.Bedzie wydzieralo sie w glos obrazone , zapomniane i niedocenione..." Dlaczego nie sluchasz tego, co do ciebie mowie? Nie szanujesz mnie " bedzie pokrzykiwac co chwile.
Nie uda sie zamknac serca pod kluczem, bo w koncu sie wydobedzie i wezmie sprawe w swoje rece. Rozsadek zostanie w sekunde zepchniety na drugi plan, niezadowolony, ze tak perfidnie go wykiwano. Jego???A takie konczyl szkoly! :)
Nie ma innej rady. Nalezy przemowic. Posluchac serca, nie traktowac go jak przedstawiciela ciemnoty, niewyksztalconego prostaka. Mowic..trzeba. O tym,czego tak naprawde sie pragnie. Mozna zadawac pytania . Dlaczego mialoby sie zapomniec o sobie i wlasnych pragnieniach, marzeniach, nawet tych najglupszych, tych niepozornych, czasem wydajacych sie smiesznymi. I pamietac. Nie zawsze trzeba przyjmowac czyjes racjonalne argumenty i potakiwac potulnie glowa..ze w sumie to" Dobry argument", ze " Wlasciwie ...to masz racje", poza tym " Przepraszam, moze mam za duzo czasu na myslenie", " Tak , wiem, slusznie. To znow ja zawinilam".
Wojna "racjonalne argumenty" kontra "marzenia " jest wojna nie do wygrania. Nie powinno sie jej wogole prowadzic. Kazde marzenie ma przeciez szanse na bycie spelnionym. Jesli stalo sie marzeniem, to znaczy ,ze jest waznym aspektem twojego zycia.
Nie nalezy go bagatelizowac, kneblowac i wrzucac do szuflady dodatkowo zastawiajac krzeslem,zeby przypadkiem nie wyfrunelo i nie dalo o sobie znac rozsadkowi.
Swiadomosc posiadania marzen, ktore sa tak latwe do spelnienia , ktore sa na wyciagniecie reki, ale o ktore boimy sie poprosic,ostatecznie zamienia sie w twoja osobista zmore. Z malutkich pragnien trzymanych na lancuchu przemieniaja sie w wielkie problemy nie dajace wytchnienia. Zaczynaja bolec, a Ty nie umiesz juz myslec o niczym innym.
To wazne,zeby innym bylo z Toba dobrze.Warto starac sie dla innych . Jesli jednak nie bedziesz umial mowic o tym, co jest wazne dla Ciebie, przestanie byc Ci dobrze z samym soba. Droga do znielubienia siebie jest juz niedaleko.Poza tym osoba, ktora nie spelnia twoich oczekiwan zacznie nagle sie oddalac zamieniajac sie we wroga.
W ten wlasnie sposob mozna upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. A moze poprostu ...usiasc i porozmawiac?Powiedziec o wszystkim. Podkreslic kilka razy , ze "TO dla mnie wazne. Zasluguje na TO . Jestem wyjatkowa . Mam prawo o tym marzyc ".
Moze te marzenia sa mozliwe do spelnienia , trzeba tylko troszke glosniej o nich powiedziec ?
Teoria jest. Czas na praktyke.
2007-08-19 03:04:05 skomentuj (2)
Zle wychowanie ?
K. , G. i D. przy winie o facetach w dyskursie feministycznym ;) :
"Bo najgorzej, jak ty ich wychowujesz a oni sie nie zmieniaja, gdy jestescie razem. Wiec zrywacie. Potem ida z ta wiedza,ktorej sie nachapali przy Tobie, w swiat i nagle okazuje sie ,ze po rozstaniu z Toba staja sie zajebiscie fajni. I innym kobietom przedstawiaja te wszystkie zaslugi jako swoje . To troche niesprawiedliwe."
No wlasnie :))))))
2006-10-29 12:36:09 skomentuj (2)
ZATOKA NADWISLANSKICH SWIN....?
Najzwyczajniej w swiecie chodze sobie kazdego dnia po naszej kochanej Warszawie a w glowie klebia mi się tysiace mysli i slow. Narracja godna samej Carrie Bradshaw.
Zdarzenia mniejszej i wiekszej wagi lacza się ze soba tworzac ostatecznie pelna calosc. Wnioski nasuwaja się same, a przemyslenia z kazdym krokiem po zasniezonych chodnikach coraz intensywniejsze.
Czuje ze cos się zmienia, cos się okresla, powoli tworzymy regule . My, dwudziestolatki XXI wieku.
Ladne, madre, wyksztalcone, inteligetne mlode kobiety. Chloniemy każdy dzien nie mogac się doczekac jutra.
Pelne nadzieji poznajemy powoli zalety i wady doroslosci.
Odnosimy sukcesy na uczelniach, prowadzimy samochody, zarabiamy pierwsze pieniadze naszymi umyslami, czytamy stosy gazet i ksiazek , dyskutujemy o polityce, spedzamy razem niesamowite godziny przy winie. Z dystansem do rzeczywistosci nabytym przez ostatnie lata potrafimy smiac się z siebie i ze swiata. Potrafimy być dzielne, zaciskajac piesci osiagac zamierzone cele.
I czasem ,gdy nas wszystkie obserwuje, to nie mogę wyjsc z podziwu jak bardzo jestesmy wyjatkowe. Wszystkie tak rozne,ale kazda ma w sobie to cos,co nie pozwala przestac sluchac na nia i patrzec.
Od Newsweek’a przez Glamour , po Tvn STYLE wszedzie znajdziesz artykuly i programy o WPOLCZESNYCH 30LATKACH, które przeszly już droge, jaka my – 20 latki – mamy jeszcze przed soba. One stworzyly już regule.Wszystkie posiadaja cechy „doskonalej partii” i.... jednoczesnie sa singlami.
Dlaczego?
Nie maja czasu na zwiazki, czy po prostu nie chca ich? A jeśli nie chca ,to dlaczego?
Może nie spotkaly nikogo godnego siebie. Ktos,kto wlozyl tak wiele wysilku w ksztaltowanie swojej osobowosci,ciala,duszy i umyslu nie będzie w stanie poswiecic ani chwili osobie, która znajduje się o piec poziomow nizej od niej.
No wlasnie. Teraz ktos powinien mi jako tlo muzyczne wlaczyc Danute Rinn „ Gdzie Ci Mezczyzni?”;). Ale nie ma mowy! Obrzydliwa kiczowata piosenka do kotleta.
Tylko ze wlasciwie Rinn miala racje i niech porzadnie mi tu ryknie , bo gdzie oni sa?
Jak dlugo będę patrzec na zwiazki wokół mnie? Zwiazki, w których kobiety sa jednostkami niesamowitymi pod kazdym wzgledem,a ci faceci jacys tacy marni...?Jakby na przyczepke,żeby cel biologii był zrealizowany.Czy już naprawde nie ma wokol nas nikogo lepszego?A może to wszystko jest kwestia zlego przypadku a żadna regula nie istnieje?
Nie,nie chodzi mi wcale o ksiecia na bialym rumaku. Chcialabym NORMALNOSCI.
Nigdy nie wymagalam i nie będę wymagala od Pana X niczego,czemu sama nie bylabym w stanie sprostac.
Nie chce ani gwiazdki z nieba, ani korzystania z jego platynowej karty bez ograniczen.
Nie musi zdjemowac z plecow plaszcza i rzucac go na kaluze żebym mogla przejsc po niej sucha stopą.
Czy to tak trudno być normalnym ?
G. zaczela zakochiwac się w pewnym muzyku. Kiedy muzyk miał ja odwiedzic za granica,gdzie pracowala,stwierdzil ,ze w miedzyczasie się zakochal i ze się nie pojawi. Niezly numer prawda?Nie,nie z filmu.
M. chyba poczula się samotna,bo przedluzyla krotki imprezowy romans i zawiazala zwiazek z facetem,którego po prostu nie da się lubic. TYP: zwykly karierowicz, kretacz i oszust. Myslicie ze będą zyli dlugo i szczesliwie? I don’t think so.
L. powierzyla swój los w rece mezczyzny,który mamil ja wizja upragnionego bezpieczenstwa na Wyspach Brytyjskich.
Kiedy już w koncu zdobyli mieszkanie. J. stwierdzil,ze wlasciwie się już odkochal. L. zostala sama jak ten kot w pustym mieszkaniu Szymborskiej tysiace kilometrow od przyjaciol . Z powodu ograniczonych srodkow finansowych nie może wrocic. Wpadla w depresje.(ale pracujemy nad tym:])
K. zastalam w domu z telefonem w reku i mina pt . ZARAZ COS ROZWALE. Powod? Trudny zwiazek. Zazdrosc, brak miejca na indywidualizm, najchetniej to ... zlota klatka.
Sprawa jest w toku,wiec nie mogę nic wiecej zdradzic;)
O. przezywa swój pierwszy powazny zwiazek, dlatego trzymaja się z A. dwadziescia cztery godziny za rece.
On najchetniej to by się już z nia ozenil. Zaproponowal jej to nawet ,ale nie wzial pod uwage tego gdzie będą mieszkac i za co zyc. Wesola beztroska postawa, prawda? Chyba malo wesola,gdyby plan zostal zrealizowany :/
Czy naprawde nie ma już normalnych,zdrowych na umysle facetow? Czy po rewolucji kulturalnej role zmienily się tak diametralnie,ze za piecdziesiat lat to my, kobiety będziemy się podsmiewac z ich glupoty,braku dystansu do siebie, tych marnych oszustewek i ogolnej niemocy?Czy grozi nam SEKSMISJA?
Możliwe. Im wiecej jestesmy doswiadczane, im wiecej musimy plakac i cierpiec,tym silniejsze jestesmy, ale i tym wyzej wznosi się poprzeczka naszych wymagan.
Jeszcze kilka podobnych sytuacji, to poprzeczka zawisnie nad naszymi glowami tak wysoko,ze już nikt jej nie dosiagnie.
A tego przeciez nikt nie chce,a przede wszystkim nasza biologia.Bo to o nia się glownie rozchodzi. Tak naprawde kobiety sa samowystarczalne. Co nowego możesz mi Panie X powiedziec, czego bym sama nie wiedziala? Uczymy się na tej samej uczelni, czytamy te same ksiazki i oboje jezdzimy samochodem( z tym ze ja,jako przecietna kobieta powoduje mniej wypadkow od Ciebie;) ).
Nie uwazam,ze jestes gorszy. Jestes rowny mnie dopóki, dopoty nie udowodnisz mi ,ze tak nie jest.
Bądź po prostu gentelmenem, miej klase pod kazdym względem i traktuj mnie i moje potrzeby powaznie, a się jakos dogadamy.
2006-01-29 16:19:17 skomentuj (8)
Kochany Mikołaju...
Co tam u Ciebie w Laponii? Czy ubierasz sie cieplo? Nosisz welniane skarpety,ktore ostatniej zimy zrobila dla Ciebie Pani Mikolajowa ?:)Czy dbasz o czerwony nos Rudolfa?:) No koniecznie..kto inny oswietli Ci droge...
No wiec Drogi Mikolaju, w tym roku nie chce prosic Cie ani o kolejke na baterie(tak jak kilkanascie lat temu;) )ani o wor slodyczy;) prosilabym raczej o bardzo wyjatkowy prezent.Mianowicie
szukam niewidzialnej tarczy...
Nie zelaznej zbroi..
ani serca z kamienia..
ale takiej mgielki...niewidzialnej ochrony ... ktora dodaje sil,gdy ktos, albo cos wdziera sie w Twoja dusze i wyszarpuje z niej cala wiare w czlowieka...a ty masz w glowie tylko DLACZEGO..? Pewnie wiesz o czym mowie i usmiechasz sie pod nosem myslac,ze z roku na rok ludzie wymyslaja coraz to dziwniejsze prezenty:)
No ale widzisz..ja nie chce czekac do piecdziesiatki,kiedy bede doswiadczona i malo co mnie bedzie ruszalo...ja to bym chciala juz teraz miec jakas bron w reku..,bo to serce na dloni mnie niepokoi,wiesz?
Dlatego wlasnie chcac sie obronic przed podobnymi sytuacjami,bo co za duzo ,to nie zdrowo;) , apeluje do Ciebie,ale tez do Billa Gatesa, NASA, badaczy zjawisk nadprzyrodzonych, Harrego Pottera i kazdego,kto moglby mi pomoc...
aby podobny wynalazek pojawil sie w tym roku w supermarketach z okazji swiat i nowego roku..:)
Najlepiej w PROMOCJI!!! :)
To kupie wszystkim moim przyjaciolkom:)i zrobie zapas na najblisze lata,bo na bank nie raz sie jeszcze przyda :)
Sciskam Cie mocno;)Przemysl sprawe i daj znac;)
Dorotka z Warszawy,lat 22 xxx
2005-12-10 16:22:43 skomentuj (4)